Historyjki nie tylko z historii Jeleniej Góry i okolic
Click for Jelenia Góra, Poland Forecast counter
counter Katalog stron internetowych
Kategorie: Wszystkie | Jelenia Góra | Szperanie w okolicy | Z innej beczki
RSS
wtorek, 21 października 2008
Czysta woda w Jeleniej i okolicach

Region przyjazny środowisku i atrakcyjny gospodarczo – to aspiracje Jeleniej Góry. Na osiągnięcie celu miasto ma szansę dzięki dobiegającym końca pracom przy realizacji projektu o wartości blisko 39 milionów euro.


Prace przy przedsięwzięciu realizowanym w ramach projektu Zaopatrzenie w wodę i oczyszczanie ścieków w Jeleniej Górze zakończą się za miesiąc. Swoim zasięgiem inwestycja objęła teren aglomeracji miasta Jelenia Góra. Obecnie trwają odbiory końcowe prac w jednej z dzielnic miasta. Z kolei w listopadzie po próbnej eksploatacji ruszą dwa najważniejsze obiekty inwestycji. Pierwszy z nich to nowy Zakład Uzdatniania Wody Sosnówka, który może uzdatniać dziennie 25 tysięcy metrów sześciennych wody. Drugi to zmodernizowana oczyszczalna ścieków wraz z kompostownią osadów o przepustowości 21 tysięcy metrów sześciennych. Wartość wszystkich inwestycji wynosi prawie 39 milionów euro, z czego 26,5 milionów euro stanowi dotacja z Funduszu Spójności.
Na tym przedsięwzięciu skorzystają przede wszystkim jeleniogórzanie. Region atrakcyjny gospodarczo oznacza nowe inwestycje i nowe miejsca pracy – mówi Jolanta Piasecka–Nowak, pełnomocnik miasta Jeleniej Góry ds. realizacji projektu Funduszu Spójności.

Pracami przy projekcie według unijnych standardów zarządza PM Group, międzynarodowa firma architektoniczno – inżynierska we współpracy z Wrocławską Agencją Rozwoju Regionalnego i zielonogórską spółką Ekosystem. Konsorcjum przez cztery lata zarządzało projektem i nadzorowało roboty przy modernizacji oczyszczalni ścieków, budowie nowego zakładu uzdatniania wody i budowie 8-kilometrowej sieci wodociągowej, a także budowie i modernizacji około 28 kilometrów sieci kanalizacyjnej. Zastosowanie innowacyjnych rozwiązań technologicznych do uzdatniania wody, oczyszczania ścieków i kompostowania osadów pozwoliło na osiągnięcie zakładanych celów ekologicznych. Woda podawana do sieci wodociągowej Jeleniej Góry spełnia wymogi wynikające z norm polskich i Unii Europejskiej. – Projekt w Jeleniej Górze to dobry przykład na to, jak gminy wykorzystują fundusze unijne. Obecnie obserwujemy dużą liczbę takich inwestycji, ponieważ wiele miast w Polsce stara się o poprawę warunków życia swoich mieszkańców, a także zmniejszenia zanieczyszczenia wody w rzekach. Wykorzystanie innowacyjnych rozwiązań w gospodarce komunalnej wpłynie także na polepszenie warunków do inwestowania, a co za tym idzie stworzy szansę na pobudzenie gospodarcze regionów - podkreśla Adam Rak z PM Group.

poniedziałek, 25 sierpnia 2008
Sen powracający (o stanowiskach)

Pozwolę sobie odnieść się do własnej notatki poniżej, datowanej 10 lipca 2008...

Oto kilka dni temu w rozmowie z pewną Ważną Osobą z kręgów Waadzy Marszałkowskiej Dolnośląskiej dowiedziałem się, że zapadły decyzje personalne w jednej ze spraw w owym wpisie "wyśnionych". Dzisiaj mój ulubiony jeleniogórski portal (tekstem spod klawiatury niezbyt przeze mnie lubianego TEJO) donosi [cytuję]:

W Urzędzie Marszałkowskim we Wrocławiu rozstrzygnięto konkurs na dyrektora Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy szefową placówki została Gabriela Zawiła. Urzędnicy nie chcą jednak potwierdzić tego oficjalnie, bo decyzja musi się przez najbliższy tydzień uprawomocnić.
Jacek Gawroński, dyrektor Wydziału Kultury Urzędu Marszałkowskiego we Wrocławiu potwierdził jedynie informację, że do konkursu przystąpił tylko jeden kandydat. Wcześniej było już wiadomo, że wystartowała w nim Gabriela Zawiła, żona posła Marcina Zawiły z Platformy Obywatelskiej.
– Oficjalnie będę mógł ujawnić zwycięzcę w najbliższy poniedziałek. dziś co prawda wiemy już kto zwyciężył, jednak zgodnie z prawem mamy jeszcze tydzień na uprawomocnienie się tego konkursu – mówi Jacek Gawroński.
W tym czasie mogą być zgłaszane jakieś opinie i wnioski o unieważnienie konkursu itp.
Konkurs ogłoszono po tym, jak w niejasnych okolicznościach z fotela szefa MK zrezygnował Stanisław Firszt, który dziś pełni obowiązki Muzeum Przyrodniczego w Cieplicach.
[koniec cytatu]

No to... czekam na spełnienie się reszty moich sennych wyn(at)urzeń...

czwartek, 10 lipca 2008
Sen o jeleniogórskich stanowiskach
Błogostan mnie ogarnął, zamyśliłem się odrobinę... Gminna wieść niesie, a fama głosi… (pewien nauczyciel miał odpowiadać: „Powiedzcie Famie, że kłamie…”), że oto po nagłych roszadach w Muzealnictwie Jeleniogórskim („cuś drgnęło w muzeum…”) sytuacja się zaczyna klarować.

Zabawię się w jasnowidza i zaryzykuję grosz wirtualny w „Dream & Bet & Win”:

- na przełomie drugiej i trzeciej dekady lipca ogłoszony zostanie konkurs na stanowisko dyrektora Muzeum Karkonoskiego. Spośród kandydatów Szacowna Dolnośląska Komisyja Marszałkowska wybierze (o ile nie wybrała już teraz) kandydaturę jedynie słuszną (politycznie…) kandydaturę, mając na względzie przede wszystkim wzgląd merytoryczny, wyrażony słowami „Kopernik też była kobietą, więc i dyrektor MK może…”.
- konkurs na szefa Muzeum Przyrodniczego (które ma stać się, według Famy, Muzeum Schaffgotschów – rzecz wiadoma, że takich zoologicznych okazów, jak Freiherrum Schaffgotschiensies w owym muzeum zabraknąć nie może) może wykazać, że najlepszym przyrodnikiem jest archeolog (ale przecież z muzealnym wykształceniem i doświadczeniem – czego na własnej skórze doświadczyło już Muzeum Karkonoskie).
Idąc dalej tym tropem kompetencyjnym, proponuję uczynić dyrektorem Muzeum G. Hauptmanna w Jagniątkowie matematyka ze znajomością bułgarskiego, zaś w szczycącym się dwoma muzeami Karpaczu wymienić szefostwo – w Muzeum Sportu i Turystyki niech dyrektoruje żeglarz, zaś Lalkami H. Tomaszewskiego zaopiekować się winien znawca polskiej literatury, ze szczególnym uwzględnieniem dzieł Bolesława Prusa. No i obowiązkowe zwolnienie Muzeów od podatku na lat 10! Szefem Miejskiej Informacji Turystycznej w Szklarskiej Porębie (zwanej nie wiadomo czemu Referatem Promocji Miasta) winien zostać Tajny Informator, najlepiej o imieniu Bolek (jakaż reklama w mediach!), dyrektorem hotelu „Las” – pan nadleśniczy, a pobliskiego hotelu „Jan” – oczywiście nieźle pływający Nepomucen (mając na względzie planowaną budowę hotelowych basenów termalnych).

Proponuję takoż pozostawienie kilku „wiecznych” wakatów: w pierwszym rzędzie – na stanowisku Prezydenta Miasta Jelenia Góra (wakat mniej szkodzi i mniej mówi, że zrobi) oraz rezygnację z obsadzania stanowiska szefa Książnicy Karkonoskiej (kadencja Sejmu kończy się za 3 lata…, poza tym dobrze byłoby mieć rodzinnie zarządzane instytucje kultury w mieście). Uczynić oczywiście szefem lokalnego CBA pana Prystroma, a na czele MZK postawić radnego Wiklika – ma doświadczenie z tramwajem. PKS prywatny wprawdzie, ale można by i tu dokonać zmian: Zbigniew Leszek jako cyklista zapalony z pewnością rozwiązałby wiele problemów.

…dobrze że się obudziłem! Marzenia senne są jednak wyraźnie surrealistyczne…

piątek, 09 maja 2008
Turystyczny Jarmark TOURTEC'08 (Jelenia Góra)

Ot, rozwinęły się nam Targi Turystyczne pod nazwą TourTec, organizowane w tym roku po raz dziesiąty (czy już można pisać, że „jubileuszowe”?).


Zwlokłem się więc z łoża cierpień (jak zwykle na początku maja złapała mnie grypa…) i wyruszyłem „targować”. Zdążyłem jak znalazł – pan starosta Powiatu Jeleniogórskiego, Jacek Włodyga witał… Jakże on umie witać!!! (Niestety nie bardzo wie, kiedy się pożegnać... choćby ze stanowiskiem). Witał po polsku, tłumaczono go na niemiecki (kiepsko dość) i na czeski (uroda tłumaczki ważniejsza od jakości tłumaczenia, której nie potrafię ocenić), witał wszystkich według listy i zgodnie z rangą, a było kogo: prezydenta Obrębalskiego (któremu pan starosta podziękował za udostępnienie Rynku – zwanego nie wiedzieć czemu Placem Ratuszowym; miałem wrażenie, że w owych słowach wyczuć się dało lekką ironię…), przedstawiciela Urzędu Marszałkowskiego, pana Piotra Borysa, delegacje Liberca, Jablonca, Aachen, wystawców z nieomal wszystkich regionów polski (w sumie zgłosiło się 80 instytucji, z tego przynajmniej połowa z naszego, dolnośląskiego regionu). Witał pan starosta przez ponad pół godziny (no, ale pamiętajmy, witał poniekąd w trzech językach).


Pan Włodyga wita... potraf to robić godzinami...


Prezydent miasta Marek Obrębalski - raz od tyłu, a co!

Przemawiał też – ale krótko – pan prezydent Obrębalski, a później scena należała już tylko do folklorystów i super-dzieciaków z Piechowic, które tańczyły, a także odegrały scen kilka z bajki o królewnie Śnieżce.

Piechowickie przedszkolaki w bajce o Śnieżce (królewnie)...


...natomiast pierwszoklaśiści tańczyli na ludowo.

Na stoiskach moc materiałów promocyjnych, w formie pisemnej, ale także – co nie mniej ważne – spożywczej (libereckie piwo, góralska gorzałka, rodzime, mysłakowickie wypieki cukiernicze, chleby wiejskie różnego gatunku – i z różną omastą).

Bochny chleba prawdziwie wiejskiego o znakomitym zapachu i smaku!

Było też na góralską nutę (z pozdrowieniami dla Przemkowej Basi...)

...i po Walońsku - tym razem Lwówek Śląski zaprezentował się lepiej, niż Mistrz Julo Naumowicz ze Szklarskiej Poręby.

Przyszła naprawdę moc ludzi, pomimo że piątek i godzina raczej taka… robocza (impreza jest dwudniowa, dzisiejsza oficjałka rozpoczęła się krótko po 11.00). Tłumnie przybyli ludzie z branży, a także ci, którzy udają, że do branży należą. Do tej ostatniej grupy musiałem dzisiaj zaliczyć również siebie – po niecałych 2 godzinach miałem dość, wszystkie mięśnie wołały o złożenie „corpus delicti” do domowego łóżka, tak więc – trochę złośliwie – pieszo ruszyłem w drogę powrotną na drugą stronę Bobru. A powiedzieć trzeba, że pogoda dopisała wyjątkowo.

poniedziałek, 05 maja 2008
Wydarzyło się w maju (na przestrzeni stuleci)

Na przestrzeni stuleci maj obfitował w różne wydarzenia o większej lub mniejszej wadze dla miasta - jednak na tyle istotne, że odnotowali je kronikarze jeleniogórscy. Dzisiaj to, co za godne spisania uważał Moriitz Vogt...

Rok 1419:
5 maja 1419 r. starosta Heinrich von Laasan potwierdził na piśmie, że bracia Lucas-Markus i Johannes Geißlerowie, jako spadkobiercy Nikolausa Kindlera, sprzedali wieczyście niejakiemu E., jeleniogórskiemu rajcy, zarządcy domu opieki, ufundowanego przez Niklasa Kindlera, wieś i majątek Kunice wraz z młynami, ławami sądowymi, lasami i rybołówstwem na Kamiennej i wszelkimi innymi prawami; w piśmie stwierdzono równocześnie, że folwark w Kunicach wraz z ławą sądową (karczmą sądową lub sołectwem), młyny, lasy i zagroda dla owiec wieczyście należeć będzie do przytułku położonego przed miastem Jelenia Góra i ustalono, w jaki sposób dzielone będą pieniądze z dochodów z rzeczonego majątku Kunice. Od tego czasu Jelenia Góra jest w całości właścicielem majątku Kunice.

Rok 1439:
Przez dłuższy czas ze względu na trwające wojny husyckie Jelenia Góra nie dostąpiła łaski nadania nowych listów lennych, czy też przywilejów, a ze względu na brak wsparcia ze strony władcy miasto nie uczyniło nic w zakresie wprowadzania ulepszeń i odbudowy zniszczonych przez Husytów przedmieść. Pierwszy tego rodzaju dokument pojawia się dopiero 8 maja 1439 roku, a ogłoszony został przez starostę kraju Adolpha von Codlitza i mówi o tym, że ratusz miejski odkupił od Petsche Zedlitza sądy ziemskie w mieście i jego weichbildzie za 150 groszy, pod takim jednak warunkiem, że sprzedający będzie miał prawo odkupienia ich; co jednak nigdy nie nastąpiło i sądy pozostały własnością miasta, co zostało następnie 7 marca 1454 r. potwierdzone przez Albrechta (vidimus dokumentu z 8 maja 1546 r. znajduje się we Wrocławiu).

Rok 1549:
Największym nieszczęściem, jakie spadło wówczas na miasto, był wielki pożar z 18 maja 1549 r., wywołany prawdopodobnie przez niedbalstwo w tej samej słodowni, w której paliło się już w latach 1538 i 1546, a która znajdowała się w obecnym domu Meyerhofa, na rogu Rynku i ul. Bocznej. Ogień był tak gwałtowny, że w ciągu trzech godzin spopielił całe miasto, większość domów bowiem zbudowanych było z drewna, a urządzenia gaśnicze nie były najlepsze. Nie zachowało się nic, poza przedmieściami, prochownią i kościołem, który uległ jednak poważnym uszkodzeniom. W starej lwóweckiej kronice napisano, że nie zostało nawet tyle drewna, by usmażyć rybę na obiad. Życie straciło wielu młodych i starszych mieszkańców. Zaprószenie ognia przypisuje się dwóm młodym parobkom, którzy go albo podłożyli, albo też nie przypilnowali pieca. Inni twierdzą, że stało się to przez nieostrożność piekarza Balthasara Herrmanna, który budynek owej słodowni dzierżawił i który poszedł do łaźni, zostawiając bez nadzoru niezagaszone palenisko. Być może jednak winni byli wszyscy razem. Herrmann z pewnością miał parobków; a gdy umieszczano na obecnym domu kupca Meyerhofera (ówcześnie należącym do Thomanna) kulę z dwoma głowami i tabliczką z datą 1549, upamiętniającą to wydarzenie, którą starsi mieszkańcy jeszcze pamiętają, z pewnością nie odważono by się oskarżyć niewinnych osób.
Niewiele z pamiątki tej pozostało po przeprowadzonym w drugiej połowie obecnego stulecia remoncie kamienicy. Jednak na domu stojącym po przeciwnej stronie ulicy, niegdyś należącym do Krahna, na rogu Schildauergasse [ul. Konopnickiej] i Kirchengasse [ul. Boczna], gdzie dziś znajduje się przekazana spółce akcyjnej drukarnia książek Krahna, wmurowana jest jeszcze mała, prostokątna tabliczka, na której widnieją słowa: ANNO 1549 IN VGILIA CANTATE COMBVSTA EST TOTA CIVITAS. Podczas pożaru kilkoro miejskich dzieci uciekając, zabłądziło aż do Schwarzbach [Czarne]. Zajął się nimi serdecznie Wenzel Schafgotsch z Chojnika, do którego wieś ta wówczas należała, nakarmił je wieczorem, a rankiem w Niedzielę Cantate zaprowadził do miasta. Również inne bliżej i dalej położone miasta i wsie, ale także książęta i panowie, wykazali troskę o nasze miasto.
Pożoga ta spowodowała, że miasto zmuszone było do sprowadzania w owym roku obcego piwa, rada miasta zezwoliła w sierpniu na wyszynk 16 beczek piwa świdnickiego, 16 beczek jaworskiego i 4 beczek grodziskiego, wydała także niektórym mieszczanom zezwolenie na sprowadzanie i wyszynk piwa z zagranicy.

Rok 1718:
W 1718 r., dziewięć lat po położeniu kamienia węgielnego, budowa Kościoła Łaski osiągnęła taki etap, że można było dokonać jego poświęcenia. Nastąpiło to 9 maja, w poniedziałek po Jubilate. Po krótkim kazaniu pastora Möllera, wygłoszonym w kościele tymczasowym, o godzinie 8 wierni przeszli z kościoła tymczasowego w uroczystej procesji prowadzonej przez czterech kaznodziejów, śpiewając pieśni „Es woll' und Gott genädig sein” oraz „Nun bitten wir den Heiligen Geist”, do nowego kościoła. Niesiona przez pierwszego przewodniczącego Kolegium Kościelnego Glafeya cesarska Laska Łaski umieszczona została nad ołtarzem, gdzie znajduje się do dzisiaj. Główne kazanie do psalmu 132, 13.14 wygłosił senior Neunherz, kazanie w nieszpory - magister Mosemann do Izajasza 2, 3.

Rok 1773:
3 maja 1773 r. w Bramie Ulicy Długiej zamontowano nowe wrota, a w czerwcu i lipcu poszerzono bramę, by ułatwić wjazd i wyjazd  z miasta.

Rok 1818:
25 maja 1818 ewangelicki Kościół Łaski obchodził 100-lecie swojego istnienia.

Rok 1870:
W nocy z 1 na 2 maja 1870 r. skrytobójczo zastrzelony został kowal Ulbrich. 30 kwietnia odwiedzi on gospodę „Zum blauen Hirsch” („Kirchkretscham”) i udał się około pół do pierwszej do domu. Po drodze spotkał nocnego strażnika Scheckela, który odprowadził go do Rennhübel. Tam spotkali dwóch podejrzanych mężczyzn, niosących jakieś pakunki, którzy nie potrafili odpowiedzieć na pytanie, skąd idą. Przy próbie ujęcia rzucili się do ucieczki. Zostali schwytani przez kowala Ulbricha niedaleko Fünfhäuserweg [ul. Drzymały]. Podczas próby schwytania ich, co działo się przy obsianym polu, Ulbrich miał rozpoznać jednego z nich, i nie wymieniwszy nazwiska, powiedzieć: „Ach, to ty!”, na co ten, zanim na miejsce dotarł strażnik, wyciągnął pistolet i strzelił Ulbrichowi w pierś, zabijając go na miejscu. Obaj przestępcy uciekli, a ciało Ulbricha strażnicy (na odgłos strzału przybył jeszcze strażnik kolejowy Scholz) zanieśli do domu zmarłego.

Rok 1873:
29 maja 1873 w kuźni i fabryce wagonów pana Krebsa w Kunicach wydarzył się poważny wypadek. W kuźni przerobiona miała zostać ciężka, ważąca 7 funtów, żelazna butla do transportu rtęci, na początek należało ją więc rozbić. Zatrudniony w kuźni 18-letni czeladnik August Weichert z Reibnitz [Rybnica] postanowił napełnić butlę wodą zakręcić szczelnie i wsadzić do pieca, by w ten sposób wpychać jej denko, co też zakomunikował mistrzowi, twierdząc, że to „najszybszy sposób”. Mistrz ostrzegł go przed tą metodą. Weichert mimo to wprowadził zamiar w życie i mimo ostrzeżeń – stanął tuż obok pieca. Nagle rozległ się huk, mistrz pośpieszył do warsztatu i ujrzał czeladnika leżącego we własnej krwi z rozerwaną głową; mózg rozprysnął się na wszystkie strony, musiano szukać kawałków czaszki. Butla z wyrwanym przez zgromadzone w niej opary denkiem przebiła się przez drewniane drzwi i spadła 200 kroków dalej, w ogrodzie Treskowa. Drugiego czeladnika, Josepha Wrastiela z Czech, który stał obok paleniska, części rozerwanego wybuchem pieca trafiły w twarz, parząc dotkliwie. Został przewieziony natychmiast do św. Jadwigi w Cieplicach, na szczęście rany okazały się niegroźne i wkrótce mógł on wyjść ze szpitala. Ciśnienie powietrza spowodowane wybuchem zatrzasnęło drzwi hali, wypadły też wszystkie szyby z okien.

Rok 1850:
Otwarcie "Hali win" Häuslera
Kto wybiera się na spacer na Wzgórze Krzywoustego lub na Helikon lub do Bobrowego Jaru, winien koniecznie odwiedzić położoną na rogu Auengasse i Greiffenberger Straße [ul. Poznańska róg Sobieskiego] "Halę Win" Häuslera. Jest ona dziełem nieżyjącego już tutejszego kupca, Carla Samuela Häuslera, współzałożyciela Kasy Oszczędnościowej i innych instytucji pożytku publicznego, niezmordowanego działacza komunalnego w Jeleniej Górze. Sławę przyniosło mu wynalezienie płaskich, nadających się do krycia domów ogrodowych, dachów cementowo-drewnianych i masy, niezbędnej do ich produkcji; a także uszlachetnianie sadownictwa i upraw winogron, ulepszenie produkowanych soków oraz działania w zakresie wytwarzania wina owocowego i szampana w Niemczech.
"Halę Win", z której pięknie widać Karkonosze, pobliskie Wzgórze Krzywoustego, Helikon i wzgórza oddzielające powiat jeleniogórski od powiatu świerzawskiego, niezapomniany Carl Samuel Häusler wzniósł w 1845 r. wskutek swoich przedsięwzięć w dziedzinie przemysłowej, pokrył ją płaskim dachem z wynalezionego przez siebie cementu drzewnego, na dachu zaś urządził w 1850 r. pawilon, założył grządki, alejki i altany i przekształcił w ten sposób ów dach w kwietny ogród. W maju 1850 r. otworzył tam restaurację, w której goście mogli za niewielką cenę spróbować wina owocowego bez dodatku spirytusu, węgrzynów sporządzonych z win owocowych i szampana wytwarzanego z win zielonogórskich.
Pod dachem znajduje się magazyn mieszczący około 2000 okseftów wina; również wizyta tutaj jest godna polecenia. Można przekonać się tu o wytrzymałości, sile nośnej i zwartości przykrywającego go dachu cementowego.
Spadkobierczynią i właścicielką firmy Carl Samuel Häusler jest wdowa po nim, później zamężna z von Schmelingiem, będąca dostawcą dworu księcia Fryderyka Karola Pruskiego i księcia Ernsta von Sachsen-Coburg-Gotha. Z wielkim zaangażowaniem promowała wszelkie wynalazki zmarłego męża, Carla Samuela Häuslera. Posiadały one patent i były wielokrotnie nagradzane.

piątek, 02 maja 2008
Wrażenia z odsłony pierwszej obchodów 900-lecia

Zapowiedzi były huczne, wielkosłowne i obiecujące. „Jedyny taki weekend na 900 lat” stanowiło hasło przewodnie. Konferencja prasowa prezydenta, w której przydarzyło mi się uczestniczyć, była optymistyczna, a przede wszystkim smaczna: pyszny piernik Mrugały (jednego z lepszych cukierników w mieście) oraz specjalnie na tę okazję wyprodukowane czekoladki ze złotym nadrukiem jelenia niewątpliwie osłodziły pustosłowie prezydentów Obrębalskiego i Szremiuka.

Start nastąpił Pierwszego Maja na Rynku, zwanym Placem Ratuszowym. Z wielką ciekawością udałem się tam i... szczęka mi opadła. Oto wiła się na Rynku przedługaśna kolejka (na oko, po „rozprostowaniu” – tak na 500 metrów), ustawiona do maleńkiego namiociku „Mennicy Państwowej” w którym to nabyć można było tzw. jeleniogórskie dukaty o wartości 4 jeleni (w przeliczeniu – 4 nowe złote polskie) oraz specjalnie bitą monetę srebrną o wartości jeleni czterdziestu. Na ustawionej przy wschodniej pierzei rynku „szalał” werbalnie półinteligentny konferansjer, plotący niesamowite idiotyzmy. Na stoisku u Mrugały wnet skończył się sprzedawany na „porcje” piernik – pozostał ewentualny zakup całości (w gustownej drewnianej skrzyneczce) za dukatów 15 (czyli 60 jeleni lub – jak kto woli – tyleż złotych). Pod baldachimem „ChoCOfee” nabyć można było przepyszne praliny (również te z jeleniem) za – bagatela – 2 złote sztuka. Tuż obok – firma poligraficzna Ad-Rem oferowała „Kroniki Jeleniogórskie” (zainteresowanie umiarkowane, ale było). Obok stoiska mennicy oferowano prażone orzeszki. Skompromitował się moim zdaniem Dział Promocji i Reklamy Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze, wystawiając połatany namiot, w którym wraz z Towarzystwem Przyjaciół Jeleniej Góry (biedny Wojtek uwijał się jak w ukropie, przekładając „Roczniki Jeleniogórskie” z miejsca na miejsce) starano się wypchnąć zalegające w magazynie zapasy makulatury. Żadnego pomysłu na pokazanie choćby cząstki historii naszego miasta, na promocję samej instytucji... Szkoda, że muzeum nasze po prostu... "zdycha" - i to wbrew planom rozbudowy (o tym kiedyś indziej).

Kolejka po dukaty poruszała się powoli. Zza chmur poczęło prześwitywać słońce. Tynk z kamienic przy Rynku dostojnie obłaził. Panowała atmosfera specyficznego uduchowienia i lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku – kolejki i braki towarowe lub (jak w przypadku Muzeum Karkonoskiego) oferowana tandeta. Ruszyłem więc do domu, by przygotować się na odsłonę drugą pierwszego dnia obchodów 900-lecia miasta – Wielki Koncert w cieplickim Parku Zdrojowym, z udziałem gwiazd polskiej estrady i wielkiej „supernovej” ze Szwajcarii – Andreasa Vollenweidera. Obawiałem się trochę, czy nie zawiedzie logistyka – na wspomnianej konferencji prasowej u Prezydenta Miasta wspomniano coś o możliwych 100.000 widzów (przypomnijmy, że cała „rozdmuchana” Jelenia Góra ma około 86.000 mieszkańców).

Do Parku Zdrojowego dotarłem około 18.00. Śpiewała Anna Maria Jopek, a kolejne nieprzemyślane teksty wygłaszał do mikrofonu wynajęty okazyjnie, za niecałe 10.000 zł pan Tomasz Kamel (czy też: „Kammel”, notabene rodowity jeleniogórzanin). Udało mu się dokonać między innymi historycznego odkrycia, że oto 900 lat temu Jelenia Góra otrzymała prawa miejskie! Zaprawdę całkowite zaskoczenie – tym bardziej, że do dziś nie odnaleziono dokumentu lokacyjnego, a rocznica dotyczy „legendarnego założenia miasta” przez któregoś z Bolesławów piastowskich (najpewniej Krzywoustego). Na błoniach rozciągających się z tyłu Pałacu Schaffgotschów zgromadziło się jakieś 2-3 tysiące ludzi. Kolejne cztery setki ustawiło się – a jakże – w kolejkach po prażoną kukurydzę (2 stoiska) piwo (jeden wózek), kiełbaski i napoje (2 miejsca sprzedaży) i balony napełnione helem. Jakież warunki finansowe musiało postawić miasto – zastanawiałem się, - za wynajem powierzchni handlowej w Parku Zdrojowym, że nie było nieomal wcale chętnych na zarobienie kilku porządnych złotych (lub jeleni...) poprzez ustawienie się z punktami sprzedaży gastronomicznej? Przy zakładanej przez organizatorów liczbie gości (przypomnę: "Spodziewamy się stu tysięcy widzów...") wydawać się mogło, że pieniądze będą niczym manna spadać z nieba...

O 20.20 (punktualnie z półgodzinnym opóźnieniem) rozpoczął się koncert Vollenweidera. Piękna to muzyka niewątpliwie. Artysta zapytał publiczność zgromadzoną przed sceną (na oko jakieś 2,5 tysiąca ludzi), w jakim języku ma się do nich zwracać: po szwajcarski (och, przepraszam – po niemiecku), czy po angielsku. Odpowiedź zastanowiła go lekko („W środku Europy... tylko po polsku?”). A co?!

Po niespełna 2 godzinach było po wszystkim – dźwięki ucichły, a zapowiedziana feeria świateł chyba się jeszcze nie zaczęła (może postanowiono przenieść ją na kolejną rocznicę, na przykład okrągłe 901-lecie miasta?).




Pałac Schaffgotschów podczas koncertu Vollenweidera

(Nieomal zapomniałem: przed rozpoczęciem imprezy rocznicowej odbył się pochodzik 1-majowy tuzów jeleniogórskiej lewicy - w liczbie około 30 osób - pod przewodnictwem posła ziemi jeleniogórskiej, tow. Jerzego Szmajdzińskiego).

Drugiego maja szaleństw na 900-lecie dzień drugi. Zobaczymy.
środa, 30 kwietnia 2008
Szkło artystyczne w Muzeum Karkonoskim

    Niewątpliwie najcenniejszym zbiorem znajdującym się w Muzeum Karkonoskim jest kolekcja szkła artystycznego. Podwaliny pod nią stworzył – po części niezamierzenie – sam Hugo Seydel, jej rozwój nastąpił jednak przede wszystkim w drugiej połowie lat 30-tych XX wieku, a także (a może przede wszystkim) po II wojnie światowej. Jeleniogórska kolekcja szkła artystycznego należy do największych zbiorów w Polsce. Liczy ona około 7000 obiektów i posiada przeszło 150-letnią tradycję, jest też ogniwem łączącym wcześniejszą historię produkcji szkła na Śląsku z jej losami w powojennej Polsce.
    Dr Seydel starał się dokumentować rozwój szklarstwa w Karkonoszach, o czym pisze na łamach swojego dziennika: ”Od samego początku miałem usposobienie do zbierania przedmiotów, które dawały świadectwo o naszych górskich okolicach i obecnych czasach. W pierwszej kolejności wchodziły w rachubę obrazy na płótnie, produkcja szkła, uszlachetnianie szkła za pomocą szlifowania, rytowania i malowania, snycerstwo, rytownictwo”. W dawnym Riesengebirg-Vereins-Museum funkcjonującym do 1945 roku zgromadzono znakomite zbiory szkła: od kunsztownie rzeźbionych pucharów szklanych braci Christiana Gottfrieda i Samuela Schneiderów począwszy, poprzez świetne przykłady z innych pracowni cieplickich, wśród których wymienić należy prace Johanna Benjamina Reichsteina, Carla i Paula Hensela, Ehrenfrieda Pausera, aż po obiekty Friedricha Wilhelma Siebenhaara, najwybitniejszego modelarza i rzeźbiarza herbów, pieczęci i szkła, niedościgłego w swym kunszcie wysokiego reliefu (kamee).
    Przedwojenna kolekcja szkła artystycznego liczyła około 2000 sztuk. Niestety wiele przedmiotów zaginęło podczas zawieruchy wojennej. Liczne eksponaty po wojnie zabrano zaś do Muzeum Narodowego we Wrocławiu albo do Warszawy. Dziś niektóre przedmioty noszą tam jeszcze nalepki z numerem inwentarzowym RGV. Muzeum Miejskie w Jeleniej Górze otworzono dla zwiedzających w 1947 roku. Podczas przeprowadzonej inwentaryzacji stwierdzono, że pozostało w nim ok. 700 obiektów szklanych. W roku 1964 specjalna komisja Ministerstwa Kultury i Sztuki pod przewodnictwem dr Marii Starzewskiej, pierwszego dyrektora Muzeum Śląskiego we Wrocławiu, postanowiła, że ówczesne Muzeum Regionalne w Jeleniej Górze winno specjalizować się w dziedzinie szkła. Największy rozwój kolekcji przypadł na lata działalności dyrektora Henryka Szymczaka, który nie szczędził trudów w pozyskiwaniu środków na zakupy szkła artystycznego. Niestrudzenie pomagał mu w tym Mieczysław Buczyński (1941-2005) pełniący funkcję kustosza od roku 1967. W 1975 r. utworzono Dział Szkła Artystycznego, którym kierował M. Buczyński.

Nieodżałowany kustosz kolekcji Mieczysław Buczyński
Po śmierci Mietka zbiory szkła otrzymały Jego imię.

    Obecnie kolekcja prezentowana jest na 350 m kwadratowych powierzchni wystawienniczej. W pięciu salach ukazuje chronologiczny rozwój wytwórczości szklarskiej. Zgromadzono na tej wystawie ponad 1300 różnorodnych eksponatów. Są tu okazjonalne barokowe i rokokowe puchary z wyszukaną dekoracją i interesującymi inskrypcjami, grubościenne koniczne szklanice i cylindryczne kufle pamiątkowe z wedutami uzdrowisk śląskich: Cieplic, Szczawna, Lądka i Świeradowa oraz liczne karafy i butle podróżne. Jest także ciekawy i cenny zbiór szkieł mlecznych, wytwarzanych z dodatkiem proszku kostnego. Zbiory Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze wzbogaciły się znacznie w 1967 roku, kiedy w depozyt oddano około 300 zabytkowych obiektów z wzorcowni huty Josephine w Piechowicach. Były to szkła z ustaloną proweniencją.W roku 1995 do muzeum przekazano dalsze 1188 eksponatów przed sprzedażą prywatnemu nabywcy huty Julia (dawniej Josephine). Po drugiej wojnie powiększano ponadto zbiory, dokumentując działalność współczesnych artystów, którzy kontynuowali bogate tradycje szklarstwa śląskiego. Zbiór szkła współczesnego liczy około 1500 sztuk i ukazuje poszukiwania artystyczne od 1945 roku aż po czasy najnowsze.



piątek, 11 kwietnia 2008
Obchodów 900-lecia ciąg dalszy

Oto program przygotowany przez Prezydenta i Rajców miejskich na długi weekend majowy:

1 maja 2008, Rynek (Plac Ratuszowy)

·         PROMOCJA DUKATA LOKALNEGO „JELEŃ PŁATNICZY” - wprowadzenie do obiegu monety zastępczej o nominale "4 jelenie" i wartości 4,- zł. Monetą będzie można płacić w specjalnie oznaczonych punktach usługowych, handlowych i restauracjach.

·         Promocja „Kroniki miasta Jelenia Góra na Śląsku do roku 1847” - J.K. Herbsta

·         „JELENIOGÓRSKIE CIAPTAKI I PIERNIKI” – cuda kulinarne i cukiernicze z regionu.

Park Zdrojowy w Cieplicach
:

·         KONCERT GWIAZDY DLA JELENIEJ GÓRY - Andreas Vollenweider, Anna Maria Jopek, M. Napiórkowski, A. Lesicki

2 maja 2008,  Rynek (Plac Ratuszowy)

·         ŚWIĘTO FLAGI, BARW I HERBÓW JELENIEJ GÓRY - prezentacja historii herbu i flagi Jeleniej Góry, orkiestry dęte oraz koncert zespołów: Kult, Voo-voo, Leniwiec

3 maja 2008,  Rynek (Plac Ratuszowy)

·         KONCERT DLA MIASTA - Utwory w opracowaniu E. Czernego w wykonaniu Urszuli Dudziak, Big Bandu Akademii Muzycznej w Katowicach oraz Filharmonii Dolnośląskiej w Jeleniej Górze, który dedykowany będzie poszczególnym częściom miasta.


piątek, 28 marca 2008
PKS Tour Jelenia Góra - punktualni

Od kiedy PKS w Jeleniej Górze stał się firmą prywatną, postawiono na lepszy tabor, wyższe ceny i punktualność pod każdym względem.

Na jeleniogórskim dworcu autobusowym jest więc toaleta - czynna w dokładnie ustalonym "czasokresie"... zresztą sami zobaczcie na zdjęciu, jak dokładnie:


czwartek, 27 marca 2008
Hanna Reitsch

29 marca 1912 r. w Jeleniej Górze w mieszczańskiej rodzinie lekarskiej, urodziła się Hanna Reitsch, jako drugie z trojga dzieci. Ojciec prowadził w mieście klinikę okulistyczną. Jej matka pochodziła z arystokratycznego rodu tyrolskiego. Reitschowie byli typowymi pruskimi patriotami, rozczarowanymi politycznymi wydarzeniami w Niemczech po I. wojnie światowej, ojciec szybko wstąpił do partii hitlerowskiej, będąc pod przemożnym wpływem głoszonych przez führera haseł rewanżystycznych. Nie pozostało to bez wpływu na Hannę: pojęcia honor, wierność, miłość do ojczyzny, zdefiniowane przez reżim Hitlera, stanowiły dla niej ogromną wartość.


Po maturze w 1931 r. Hanna otrzymała rodzicielskie pozwolenie na udział w kursie szybowcowym w Jeżowie Sudeckim. Jako jedyna dziewczyna narażona była – także ze względu na swój wzrost (1,54 m przy 45 kg wagi) – na docinki ze strony męskich uczestników kursu. Jednak złośliwości szybko zamieniły się w pochwały – jej talent do latania był niekwestionowany. W Jeżowie Hanna Reitsch poznała Wernhera von Brauna, twórcę silnika rakietowego i projektanta pocisków V1 i V2, a także słynnego kierownika szkoły szybowcowej w Jeżowie Sudeckim, Wolfa Hirtha.

Po dojściu Hitlera do władzy Hanna Reitsch wprawdzie nie wstąpiła do BdM (Bund deutscher Mädel – faszystowska organizacja dla młodych kobiet), nie została też członkiem NSDAP, co w uznaniu jej lotniczych zasług tolerowano; jednak również nigdy nie konstatowała w żaden sposób polityki III Rzeszy. Wprawdzie z niepokojem odebrała wiadomość o wybuchu wojny 1 września 1939 r., równocześnie jednak widziała w nim „odszkodowanie” i możliwość połączenia Śląska w „gniazdo niemieckości w ramach Wielkiej Rzeszy” (w: Anna Maria Sigmund, „Die Frauen der Nazis II”, Monachium 2000 r.). Bardzo charakterystyczna jest wypowiedź Hanny Reitsch z 26 kwietnia 1945, na kilka dni przed końcem wojny, gdy przyleciała do Berlina, sadzając maszynę „Storch” przed Bramą Brandenburską: „Przywództwo państwowe może być słuszne lub niesłuszne – nie mnie jednak to oceniać. Jeżeli jednak należy się do kasty przywódców, należy być gotowym na śmierć wraz z nią” (w: Hanna Reitsch, Höhen und Tiefen, 1945-1977, Monachium 1977 r.).

Podczas audiencji w Berghof, podczas której Hitler gratulował jej z powodu odznaczenia Żelaznym Krzyżem I klasy (otrzymała je w 1943 r., po wypadku podczas oblatywania napędzanego silnikiem rakietowym samolotu Me 163, który w ciągu 2 minut osiągał pułap 10 kilometrów. Lot zakończył się katastrofą – mimo poważnej usterki Reitsch sprowadziła samolot na ziemię, doznając ciężkich obrażeń głowy), ponownie dała wyraz swojej wierności wobec III Rzeszy: wyjaśniając swoją chęć oblatywania załogowej rakiety V-1 powiedziała do Hitlera „Jest to samopoświęcenie się człowieka w przekonaniu, że żaden inny środek nie przyniesie ratunku” (w: Hanna Reitsch, Fliegen, str. 312). Reitsch żądała, by stworzyć szwadron pilotów-samobójców, którzy atakowaliby, jako „żywe bomby”, alianckie samoloty nad Niemcami.

Jeszcze 28 kwietnia 1945 r., wezwana do kwatery głównej Führera, namawiała Hitlera, by wraz z nią i rannym generałem von Greimem opuścił Berlin. Po jego odmowie wystartowała szkoleniowym samolotem z oblężonego Berlina, zabierając ze sobą von Greima i wylądowała na granicy Czech i Austrii, by trafić następnie do amerykańskiej niewoli w Kitzbühel.

Niezależnie jednak od jej wyborów politycznych i przekonań była Hanna Reitsch bez wątpienia jednym z najlepszych żeńskich pilotów okresu przed- i powojennego. Pierwszy swój lot szybowcem odbyła pod okiem instruktora Pita van Husena w maszynie „Grunau 9”. Początki nie były zbyt udane, jednak podczas egzaminu klasy A przebywała w powietrzu przez 39 sekund – przy wymogu 30 sekund lotu. Bez większych kłopotów zdała również egzaminy na klasę B i C.

W 1933 roku Reitsch po czterech semestrach przerwała studia medyczne i ruszyła w ślad za Wolframem „Wolfem” Hirthem do nowej szkoły lotnictwa szybowcowego na górze Hornberg koło Schwäbisch Gmünd. W latach 1933-34 wzięła udział w ekspedycji badawczej do Brazylii i Argentyny.

Rok później Hanna Reitsch wstąpiła do „Niemieckiego Instytutu Badawczego Szybownictwa” („Deutsche Forschungsanstalt für Segelflug“) w Darmstadt i pozostała jego pracownikiem cywilnym do 1945 r. Od 1936 roku był również pilotem-oblatywaczem.

W 1937 r. wraz z pięcioma innymi pilotami dokonała pierwszego w historii szybowcowego przelotu nad Alpami z Niemiec do Włoch, pilotując maszynę „Sperber Junior”.  

W następnym roku zasiadła za sterami śmigłowca Focke-Wulf 61, wznosząc w powietrze się wewnątrz „Deutschlandhalle” w Berlinie.

W latach 1937-39 Reitsch bije rekord odległości przelotu na trasie Wasserkuppe (duże centrum szybowcowe w górach Rhön z najstarszą szkołą szybowcową na świecie) – Hamburg, światowy rekord lotu na celność z powrotem do punktu startu na trasie Darmstadt – Wasserkuppe, a w lipcu 1939 r. poprawia ten ostatni rekord na trasie Magdeburg – Szczecin.

Hanna Reitsch otrzymała także honorowe obywatelstwo miasta Jelenia Góra (nota bene tytułem tym wyróżniony został przez radę miasta również Adolf Hitler).

Pod koniec lutego 1945 Reitsch ląduje w otoczonym i ostrzeliwanym przez Armię Czerwoną Wrocławiu. W drodze powrotnej, nad Jelenią Górą, zostaje wezwana do Kitzbühel, gdzie powstać mają przy jej pomocy lądowiska dla samolotów transportujących rannych. Wówczas spotyka się z rodziną, która uciekła przed zbliżającym się frontem do Salzburga.

Po wojnie w 1954 r. podejmuje ponownie pracę pilota-oblatywacza w „Niemieckim Instytucie Doświadczalnym Lotnictwa” („Deutsche Versuchsanstalt für Luftfahrt”). Popularyzuje szybownictwo –w Ghanie i w Indiach.


Hanna Reitsch zmarła 24 sierpnia 1979 r. w wieku 67 lat we Frankfurcie nad Menem. Nigdy nie odcięła się od swojego zaangażowania na rzecz hitlerowskich Niemiec: „Zajmowałam się wyłącznie badaniami, z polityką nie miałam nic wspólnego”.

 
1 , 2 , 3 , 4