Historyjki nie tylko z historii Jeleniej Góry i okolic
Click for Jelenia Góra, Poland Forecast counter
counter Katalog stron internetowych
poniedziałek, 30 czerwca 2008
Egzekucja Hansa Ulricha Schaffgotscha


W biografii autorstwa Juliusa Krebsa ("Hans Ulrich Freiherr von Schaffgotsch. Ein Lebensbild aus der Zeit des dreißigjährigen Krieges", Breslau 1890) znalazłem "smakowity" i "po niemiecku" niezwykle szczegółowy opis procesu, przesłuchań i egzekucji Jana Ulryka Schaffgotscha. Pozwolę go sobie tu przytoczyć z niewielkimi skrótami:

24 lutego 1634 r. w Oławie, na dzień przed zabójstwem Wallensteina, Colloredo, któremu oficerowie Ulricha – po przeczytaniu ukazu cesarskiego – bez wahania okazali pomoc, kazał aresztować hrabiego Hansa Ulricha Schaffgotscha, Został on przewieziony do Kłodzka, gdzie przebywał 8 tygodni pod silną strażą. Na skutek żarliwych próśb przewieziono go Wiednia. Już nigdy miał nie ujrzeć śląskiej ojczyzny i swoich dzieci. W Wiedniu Schaffgotsch został trzykrotnie przesłuchany w śledztwie. Prowadząca je komisja po tych przesłuchaniach zażądała zastosowania wobec niego tortur. Z Wiednia wraz z innymi aresztowanymi przeniesiony został do Pilzna, a następnie – gdy miastu zagrozili Szwedzi – do Budějovic (Budweis). Tu więźniowie cieszyli się sporą swobodą, chodzili na spacery i brali udział w bankietach i tańcach.
18 lutego 1635 r. oskarżonych przewieziono do Ratyzbony. Sądowi wojennemu przewodniczył feldmarszałek-porucznik freiherr Johann von Götz, w jego skład weszli dwaj generałowie, czterej pułkownicy, siedmiu podpułkowników, trzech rotmistrzów, trzech kapitanów, pułkownik polowy – profos Niklas Staffier i generalni audytorzy Sestich i Graß. Oskarżonym zarzucono wspólny z Wallensteinem zamiar obalenia cesarza w jego księstwach dziedzicznych, wymordowania jego rodu i przejęcia władzy w krajach do niego należących. Akt oskarżenia przeciwko Schaffgotschowi zawierał 51 punktów. Z pomocą doktora Halbrittera w ciągu czterech dni sformułował on odpowiedź na oskarżenie, składającą się z 20 stron. Liczne punkty oskarżenia zawierały oczywistą nieprawdę. (…) Głównym punktem oskarżenia były zarzuty, które postawiono na podstawie listu do Trčki i memoriału o Śląsku. List do Trčki zawierać miał przyznanie się do wiedzy na temat planów zdrady stanu przez księcia i stanowić jasne samooskarżenie; co jednak było zamierzonym kłamstwem. Dwór przykładał najwyraźniej większą wagę do notatek Ulricha na temat Śląska, niż do listu do Trčki. Pośród 19 punktów cztery w szczególności uważane były za dowód zdrady: 1) Jak należy zorganizować dochody cesarskie, 2) W jaki sposób sprawować urząd starosty kraju, 3) Kto winien zarządzać komorą skarbową, 4) W jaki sposób zmienić kompaktaty (traktaty) z Polską. Schaffgotsch nigdy nie uczynił najmniejszej próby, by wprowadzić w życie te propozycje Wallensteina. Jego winą było to, że się im nie sprzeciwił, oraz to, że je spisał. (…) Orzeczono, że ze względu na trwające jeszcze po spotkaniu w Pilźnie kontakty z Wallensteinem, nie obejmuje go łaska cesarska i 31 marca 1635 r. skazano go na śmierć. „Dla zachowania odpowiedniej dyscypliny wojskowej skazać go na zasłużoną karę i ustanowić odstraszający przykład poprzez odcięcie mu prawej dłoni jako wiarołomcy, a następnie jako wichrzycielowi, zdrajcy i obrazoburcy majestatu cesarskiego – wykonanie egzekucji mieczem w taki sposób, by głowa i tułów stały się oddzielnymi częściami”.
Po wygłoszeniu wyroku nadeszło pismo od cesarza z rozkazem, by sąd wojenny wydobył z Schaffgotscha wszystkie informacje. Nie widziano innej możliwości dojścia do prawdy, niż poddanie go torturom. Ponieważ jednak słowa „siłą” nie było w liście cesarskim, zażądano instrukcji. Audytor generalny i dwóch ławników udało się do Wiednia, przywożąc wyroki wydane na Schaffgotscha i czterech innych oskarżonych. (…)
Cesarz nakazał powołanie komisji prawnej do zbadania orzeczonych wyroków. Również ona zaproponowała zmianę stylu i formy, wydała też werdykt, że trzej oskarżeni winni zostać poddani torturom, a Schaffgotsch jako główny podejrzany ma zostać przesłuchany jako pierwszy. Cesarz zażądał jeszcze opinii pierwszej komisji śledczej, w której zasiadał wyrzucony w 1618 r. z okien praskiego pałacu (druga defenestracja praska) Slavata. Komisja ta oddała decyzję o torturach „w najłaskawsze ręce Jego Wysokości”. Po zaakceptowaniu decyzji o torturach przez króla węgierskiego, ławnicy sądy wojskowego powrócili do Ratyzbony.

Schaffgotscha przewieziono z aresztu domowego na wsi do ratusza w Ratyzbonie, gdzie w podziemiach znajdowała się izba tortur. W nocy z 4 na 5 czerwca w godzinach od 10 do 1 był torturowany. Uda związano mu konopnym powrozem, podobnie ramiona i dłonie za plecami. Do nóg przytwierdzono kamienie o wadze 2 cetnarów. Ramiona umocowano żelaznym hakiem do grubej liny. Następnie za pomocą kołowrotu wciągnięto go ku górze, aż zawisł, obciążony kamieniami. Komisja przedstawiła mu 11 pytań. Przy każdym z nich podciągano go do góry raz lub kilkakrotnie. W sprawozdaniu czytamy: „Na początku twierdził, że nic nie wie o tych sprawach i odpowiadał na wszystko „nie”, jednak wkrótce oświadczył, że przyzna się do wszystkiego”. W sprawie śląskiego memoriału zeznał, że na rozkaz Wallensteina spisał i podpisał rewers w swoim pokoju w samotności, bez obecności innych osób. Twierdził jednak, że miał na myśli wyłącznie zakwaterowania wojsk. „Gdy trzask pękających stawów i straszliwy ból zmuszały go do zeznań, przedstawiano mu kolejne pytanie, zadając dodatkowe cierpienia; jednak za każdym razem cofał swoją pierwsze zeznanie, osłabiając jego wymowę, mimo ogromnych mąk”. W sumie „mimo całego kunsztu kata nie wydobyto z niego niczego ważnego”. Kat rozciął więzy i nastawił wykręcone stawy. Sługa wraz z kapralem odprowadzili go do komnaty, gdzie rzekł do wiernego przyjaciela Konrada Wegerera „Spójrz, jak te katowskie łotry urządziły mnie, biednego robaka za wierną służbę cesarzowi!”. Przez ponad 3 tygodnie nie mógł poruszać ramionami, tak więc karmiono go i pojono.
Sąd Wojenny na kolejnym posiedzeniu zadecydował, że nie będzie dalszych tortur, ponieważ nie doprowadziły one do niczego istotnego. Sprawozdanie z przebiegu mąk Ulricha i ze zmienionym zgodnie z wytycznymi wyrokami trzech członków sądu udało się ponownie do Wiednia po ostateczną decyzję. Ulricha prośba o ułaskawienie skierowana do króla Ferdynanda została odłożona na bok, podobnie jak wcześniejsze jego prośby. Dworska Rada Wojenna oceniła, że przyznanie się do zredagowania memoriału jest kompletnym dowodem winy Ulricha, i że to on wraz z zabitym Wallensteinem stanowił główną postać „konspiracji”. Wobec pozostałych zalecono cesarzowi zastosowanie łaski i złagodzenie kary. Cesarz potwierdził wyrok na Ulricha 5 lipca 1635 r.
W oczekiwaniu na egzekucji Schaffgotsch musiał znosić kilkukrotne dysputy z jezuitami; dla nich byłby to niewątpliwy tryumf, gdyby zmienił wyznanie, ażeby otrzymać ułaskawienie. Około 19 lipca dotarła do niego wiadomość o potwierdzeniu wyroku. Począł się więc żarliwie i bogobojnie przygotowywać na śmierć. W końcu odnalazł się, a jego szlachetne cechy charakteru uwidoczniły się wyraźnie. Na piśmie pożegnał się z dziećmi i przyjaciółmi. W sobotę 21 lipca otrzymał dokument Sądu Wojennego potwierdzający wyrok. Egzekucję we własnej celi odrzucił; wolał umrzeć pod gołym niebem, przed całym światem, niż zostać zabitym w ciemnym kącie. Zapytano go, czy życzy sobie spowiednika, jezuitę. Poprosiło ewangelickiego duchownego. Ażeby dusza jego, którą ofiarować miał Jezusowi, była czysta, zjadł jedynie kilka kęsów chleba umaczanego w piwie. Niedzielę spędził na rozporządzaniu niewielkim majątkiem, jaki mu jeszcze pozostał. Po nabożeństwie porannym wyspowiadał się i przyjął Komunię Świętą. Po południu pożegnał się ze swoimi sługami. Czas do godziny 10 wieczorem spędził z ewangelickim duchownym. Gdy w poniedziałek rano słudzy przyszli go obudzić – spał mocnym snem. Włożył zwyczajne ubranie, a przybyłych duchownych zapewnił o dobrym śnie. Koło godziny 8 profos zaprowadził go do sali ratuszowej, w której zebrani byli rajcy miasta Ratyzbona. Każdemu z nich uścisnął dłoń, dziękując za to, że zezwolono na jego pochówek w kościele Trójcy Świętej. Gdy wyszedł z ratusza na zewnątrz, słychać było pośród zebranego tłumu szloch, co głęboko go wzruszyło. Wsiadł do zaprzęgniętego w sześć białych koni zwykłego wozu. Obok kroczył wierny przyjaciel Konrad von Wegerer. Przed gospodą „Pod Złotym Krzyżem” na łące wóz się zatrzymał. Ulrich został zaprowadzony przed oblicze Sądu Wojennego, zebranego w jednej z sal, gdzie odczytano wyrok i oświadczono mu, że cesarz odrzucił zastosowanie prawa łaski. Uderzył się prawicą w pierś i zakrzyknął, że nie jest buntownikiem, umiera niewinnie, jako wierny sługa cesarza. „Tych jednak, którzy stali się przyczyną mojej śmierci, w szczególności ciebie, Götz, zawezwę w dniu zmartwychwstania przed Sąd Ostateczny”. Następnie został poprowadzony na szafot. Uderzono w bębny, wzniesiono w górę sztandary. Freiherr szybko wszedł po schodkach, za nim Wegener i profos. Na górze ukląkł, pomodlił się, usadowił na podnóżku, mówiąc: „Oto oddaję się ciałem i duszą mojemu ukochanemu Bogu”. Wegerer odpiął mu kołnierzyk i zawiązał białą chustką włosy, następnie odszedł. Pojawił się kat, zrzucił płaszcz skrywający miecz i stanął z tyłu: „w jednej chwili egzekucja została szczęśliwie wykonana”. Krew trysnęła wysoko, Wegener ucałował głowę, zawiązał ją w czarną materię, odmówił Ojcze nasz nad ciałem i umieścił je z pomocą jednego ze sług w trumnie. 24 lipca o godzinie 11 wieczorem w ponad 100-osobowym orszaku w świetle pochodni przeniesiono trumnę na cmentarz kościelny, gdzie wśród śpiewów i przy udziale duchownych złożono ją w grobie.
czwartek, 19 czerwca 2008
Irlandia mówi NIE Lizbonie

Czuję się nieco schizofrenicznie, ale wygląda to całkowicie niegroźnie przy chorobie, na którą zdają się cierpieć liczni politycy Unii Europejskiej. Schizofrenia moja polega na tym, że wprawdzie jestem zwolennikiem Europejskiej Wspólnoty, jednak absolutnie nie w takim kształcie, w jakim usiłuje ją nam „zaserwować” traktat lizboński (dodam nieskromnie: przebrnąłem przez jego treść, choć z wielką trudnością i co rusz szukając wyjaśnień niektórych pojęć, a także realnych konsekwencji pewnych zawartych w nim idei). Bliska mi jest myśl Roberta Schumanna, ministra spraw zagranicznych Francji i jej twórcze rozwinięcie w postaci EWWiS i późniejszej EWG, odżegnuję się od Unii Europejskiej, w której rządzić będą tzw. silne państwa. I gówno mnie obchodzi Joanina, Nicea (albo śmierć) i inne niezbyt trwałe „bezpieczniki”: nie chcę, by za mój kraj decydował Sarkozy pod rękę z Merkel (lub ich następcy).
Choroba polityków unijnych zwie się „hypokrisis”, od greckiego: udawanie. Oto udają oni, że w Unii panować będzie demokracja, że głos narodów będzie słyszalny i wysłuchiwany, a wszelkie najważniejsze decyzje i przepisy wspólnotowe – ratyfikowane przez państwa członkowskie przed ich wejściem w życie. Pod jednym wszakże warunkiem: że głosowania nad ratyfikacją przebiegać będzie po myśli „wielkich” Unii Europejskiej. Już nasze rodzime „przepychanki” parlamentarne wzbudzały pośród decydentów unijnych niesmak, by nie powiedzieć potępienie.  i oto maleńka (pod względem ludności) Irlandia śmie powiedzieć Traktatowi Lizbońskiemu „NIE” w referendum narodowym. Natychmiast pęka niczym bańka mydlana cała „zasłonka” demokratyzmu: rząd irlandzki pod pręgierz („jak można było dopuścić do głosu naród, do cholery?”), Irlandia – won z Unii, a w najlepszym przypadku: won do grupy unijnych maruderów. Ani słowa o tym, że jeden z członków, zgodnie z prawem unijnym, wypowiedział w zero-jedynkowym referendum (można głosować wyłącznie albo za, albo przeciw) swoją opinię na temat niedoskonałego, ba – szkodliwego dla takich, jak Irlandia państw – traktatu. „Demokracja? Tak, ale na naszych warunkach!”, zdają się krzyczeć Barroso et consortes.
W styczniu 2009 r. prezydencję w UE obejmą Czechy – kolejne państwo „niskobudżto- we” (w porównaniu do wielkich), kolejne państwo, w którym entuzjazm dla Traktatu Lizbońskiego jest – delikatnie mówiąc umiarkowany. Trzeba więc przeczekać okres prezydencji francuskiej (lipiec-grudzień 2008) i stawić opór wielce prawdopodobnym manipulacjom Sarkozy’ego, wspieranego przez Merkel, mających na celu wprowadzenie w życie niedobrego Traktatu Lizbońskiego, a następnie podczas czeskiego przewodnictwa – raz jeszcze zastanowić się nad sensownością tworzenia Państwa Europejskiego na tak określonych warunkach.

poniedziałek, 09 czerwca 2008
Formula 1 versus Football


środa, 04 czerwca 2008