Historyjki nie tylko z historii Jeleniej Góry i okolic
Click for Jelenia Góra, Poland Forecast counter
counter Katalog stron internetowych
środa, 27 lutego 2008
Cleese i BZWBK - bezkonkurencyjne!
Hans Rischmann

Nawiązując do notki poprzedniej o spacerze ze Staniszowa do Cieplic: wyimek z „Jeleniogórskich Ciekawostek”, czyli kroniki miasta Jelenia Góra autorstwa pana Davida Zellera. Dotyczy on przedziwnej postaci niejakiego Hansa Rischmanna vel Georga Rischera, takiego naszego Nostradamusa (przy zachowaniu wszelkich proporcji). Jego proroctwa przez wiele lat krążyły wśród miejscowej ludności, a przepowiadał on rzeczy przeróżne: wojny i nieszczęścia, których zapowiedzią będzie zatrzymanie się wód rzeki Kamiennej (i w istocie miało to miejsce), klęski natury, jako karę boską za nie dość religijne życie (także ocieplenie klimatu!) oraz – rzekomo w jednej z wizji – „oderwanie części Prus przez Polskę” (i tak stało się w 1918 r.). Pan Zeller w taki sposób, „z drugiej ręki” opisuje jeden z występów Rischmanna na Witoszy koło Staniszowa:
>>
W 1632 r. wiele zamieszania narobił tu Hans Rischmann, w szczególności, gdy 19 lipca wspomnianego roku wygłosił dalekosiężne proroctwo, które krążyło w wielu odpisach.
Przyp. autora
: Według wiarygodnych doniesień na temat tego, co wydarzyło się 9 sierpnia 1630 r. około godziny 7. wieczorem w Staniszowie na wzgórzu zwanym Prudelberg (Witosza) z udziałem George Rischera (najczęściej zwanym Hansem Rischmannem), mieszkającym w Głębocku, nie umiejącym ani pisać, ani czytać, wieku około 40 lat, które to informacje przekazał nam dobry przyjaciel, wiemy, co następuje: duch jakowyś miał prowadzić owego Rischmanna przez góry i doliny, przez wody, na najwyższe szczyty i wieżyce, do zamkniętych kościołów i zakrystii, nie czyniąc mu krzywdy cielesnej; napotkać go miało wielu Jeleniogórzan, a swoje proroctwa głosił on już w wieku 13 lat. Przez pewien czas żołnierze stacjonujący w Jeleniej Górze trzymać go mieli w areszcie i zamierzali go zabić, na co się jednak nie odważyli. Na owym wzgórzu zwanym Prudelberg (Witosza) zebrało się podówczas około 36 osób, a niemowa ten, George Rischer (Hans Rischmann), początkowo leżąc na wznak na skale, przykrytej dwoma grubymi głazami, jednak z prześwitem z przodu i z tyłu, nagle zrobił się blady, a ciało jego pulsować poczęło, jakby w środku biegały krety lub wiły się węże, które wreszcie uniosły go ku górze. Gdy po chwili czas jakiś spokojnie leżał na skale, duch ów ustami jego dźwięki wydawać począł, niczym werble polowego werblisty, a następnie jak hejnał wzywający do boju, a następnie duch począł przemawiać przez owego niemowę silnym męskim głosem: „Zaprawdę, zaprawdę, ja, Duch, powiadam wam, przemawiając przez tego człowieka od roku 1617, że oto nastąpił rok, który uprzednio przepowiadałem, dlatego ten biedny niemowa, przez którego przemawiam, ostrzegał was wcześnie, lecz ze względu na wasze niedowiarstwo zamilknąć musiał do chwili, gdy wszystko się spełni. Gdy zaś wszystko się dokona, mówić będzie znów, niczym normalny człowiek. A jeśli nawet uważacie go za czarownika, wyznawcę czarnej magii i kłamcę – dowiedzcie się w swej hańbie i zepsuciu, w jaki sposób Bóg ukarze was za niewierność, a także o wielu innych rzeczach”.  Natenczas duch w nim począł grać na organach, tak jak dzieje się to w kościele podczas zwykłego nabożeństwa przed odśpiewaniem wyznania wiary, następnie odezwał się w obcej i nieznanej mowie, w tonacji, jakiej używa się przed ołtarzem przy śpiewaniu Ewangelii i Epistoł, uniósł prawą rękę ponad głowę, jakby powiewał chorągwią, przemawiał jeszcze i śpiewał w nieznanym języku, powtarzając często następujące słowa: „Rabias, Madias, Sablias”, aż wreszcie uczynił ręką gest odcinania głowy; wydał z siebie straszliwy wrzask, niczym Turcy i Tatarzy, gdy szykują się do bitwy, a wszystko to czynił ów duch głosem silnym, lodowatym, choć przecież człowiek ów miał mieć głos słaby, prawie kobiecy. Wówczas człek ten stanął na nogach, jak mówi autor tej opowieści, który wszystko ze zdumieniem obserwował, i napomniał zebranych, by nie traktowali tego jako żart, lecz jako gniew i łaskę boską, by modlili się żarliwie i czynili pokutę, albowiem nie jest to w żadnej mierze blaga. Żałował ów autor jedynie, że nie zna tej obcej mowy. Dodał jeszcze, że człek ów stał się sławny w Jeleniej Górze i Ciepłym Zdroju i w okolicach oddalonych o wiele mil, a we wszystkich miejscowościach powtarzano o nim przeróżne historie. Wspomniany autor zwie się Dan. Pr., który wraz z panem El. Fule przybył 6 sierpnia z Brzegu w odwiedziny do przyjaciół w Mirsku na Kwisą i 9 sierpnia zawitał w Miedziance, następnie w Łomnicy, gdzie miejscowy proboszcz, pan Balthasar N. opowiedział mu o tym niezwykłym człowieku, na skutek czego udał się on na Witoszę, by rzecz całą zbadać i dokładnie obejrzeć. Stąd wydaje się, że nie należy wątpić w prawdziwość tej opowieści.<<

niedziela, 24 lutego 2008
Staniszów - Marczyce - Cieplice

...czyli letni spacer w zimowym miesiącu.

Datę tego spaceru chcę zaakcentować bardzo mocno: 24 lutego 2008 r., niedziela. A to z następującego powodu: pogoda - niebo bezchmurne, temperatura w cieniu plus 14 może nawet 16 stopni C, w słońcu do 22 st. C, oczywiście na plusie... Oczywiście?

Jak na niedzielę przystało, wędrówka rozpoczęła się przy kościele p/w Przemienienia Pańskiego w Staniszowie. Koło cmentarza dwie poniemieckie tablice nagrobne, jedna z takim oto napisem: 9.12.1885 r. - Ernst Meyer, książęcy woźnica, którego niespotykana wierność i zręczność zapewnią mu wieczną pamięć. Arystokratyczny ród von Reuß pożegnał wiernego sługę.


Za kościołem w tle widoczne wzgórze Witosza, niegdyś Prudelberg, na którym stała jedna z licznie budowanych w Niemczech „Wież Bismarcka”, poświęconych „Żelaznemu Kanclerzowi”, zniszczona po wojnie (ostał się jeno cokół).


Zaraz za Staniszowem nieomal nieczytelny drogowskaz (oznaczenie szlaku) postawiony przez RGV.


Droga przez las prowadzi na szczyt wzgórza Grodna (Stangenberg), na którym ruiny (niegdyś sztuczne, dziś niestety jak najbardziej naturalne) zamku księcia Henryka, w którym urządzony był pokój myśliwski, odbywały się spotkania i herbatki. Utworzono tu polany widokowe, tarasy ziemne, amfiteatr. Na powierzchni ponad 1,4 ha zespoły zieleni wysokiej tworzą tu: świerki, buki, jawory i brzozy; wśród parkowego drzewostanu odnajdziemy też 8 dębów szypułkowych, 2 sosny czarne, choina kanadyjska i cyprysik groszkowy. Na terenie parku wokół pałacu w Staniszowie Górnym znajdowały się sztuczna grota, pustelnia, wiszące skały, rozlegle polany i osie widokowe, które zaskakiwały wspaniałymi otwarciami z jednej strony na pasmo Karkonoszy, a z drugiej na Kotlinę Jeleniogórską. Ostatnim przedwojennym właścicielem był hrabia Henryk XXXVIII von Reuß. Jego posiadłości - park i lasy - zajmowały łącznie 194 ha.



Izabela Czartoryska, która w pierwszej połowie XIX wieku była w Kotlinie Jeleniogórskiej tak oto wspomina wypad do Stonsdorfu: „ ... a później wybraliśmy się do Staniszowa. Wieś ta stanowi własność hrabiego Reuß, ten sam gust, który podziwialiśmy w Bukowcu, znaleźliśmy tutaj. Przyroda tu piękna, położenie zachwycające. Nic nie zostało zepsute i wszystko, co jest dziełem ręki ludzkiej, zdaje się być dziełem Natury. W ustronnym lesie stoi na skale mała pustelnia; przed nią skała zawieszona niemal w powietrzu, oparta na krawędzi kamienia, który się tam stoczył. Wygląda to nadnaturalnie, gdy się nie wie, jak to zostało zrobione; a to co nam powiedział ogrodnik: skała, która nas wprowadziła w zdumienie, jest ogromna i z dawien dawna oparta na dwóch masywach skalnych. Hrabia Reuß rozkazał usunąć całą ziemię, obecnie skała zawieszona jest w powietrzu, dołem można przejść, usiąść. Pustelnia wykuta w skale budzi zainteresowanie i każdy z przyjemnością przystaje na chwilę w tym ustroniu."


Stamtąd miłym niebieskim szlakiem do Marczyc i do samego centrum Cieplic.

piątek, 22 lutego 2008
Jablonec nad Nissou

Dnes je pátek 22. února 2008. (Svátek má Petr)

A wczoraj byłem w Jabloncu nad Nysą. O stolicy Jablonexu słów kilka: nieomal 50 tys. mieszkańców mieszka tam na południowych, zewnętrznych stokach Gór Izerskich. Historia miasta (a właściwie osadnictwa) sięga XVI w. i związana jest z powstaniem pierwszej huty szkła na terenie dzisiejszej miejscowości Mšeno (3 km od obecnego centrum Jablonca). Biżuteria późniejszego Jablonexu pojawia się w pierwszej połowie XVIII w. Prawa miejskie Jablonec otrzymuje w 1866 dekretem cesarza Franciszka Józefa.


Centralnym placem miasta jest Mírové náměstí z ratuszem (radnice), powstałym w 1932 r. Nowa siedziba władz wybudowana w stylu budynków funkcjonalistycznych okresu międzywojennego, jest po prostu brzydka, ale – no właśnie...: „funkcjonalna”.


Stary ratusz na Dolním náměstí pełni od tego czasu (do dzisiaj) funkcję biblioteki miejskiej.


Kamieniczki na Starym Mieście są niewielkie, jedno-, dwu- maksymalnie trzypiętrowe, widać starania władz miasta o ich renowację: niegdyś szary i brzydki Jablonec zyskuje nowe oblicze. Od 2005 roku przeprowadzana jest rekonstrukcja niektórych ulic i placów. Od kościoła św. Anny w kierunku Dolní náměstí i ulicy Lidicka strefa ruchu pieszego została poszerzona o ulicę Soukeną i Dvorską. W 2006 roku zmienił się też ogólny wygląd i przeznaczenie Dolního náměstí. Ten drugi najstarszy w Jabloncu plac służył przez ostatnie dziesięciolecia przede wszystkim komunikacji miejskiej, obecnie jest częścią pasażu dla pieszych pokrytego ładną kostką brukową, rozciągającego się nieomal na cale Stare Miasto.


Najpiękniejszymi obiektami historycznymi są Kościół św. Anny (1687r.)...


ewangelicki kościół doktora Farskeho...



oraz przepiękna siedziba Muzeum Szkła i Biżuterii.

Jablonec wieczorem:


czwartek, 21 lutego 2008
100 dni Donaldu Tusku...

...i NABROILO się

poniedziałek, 18 lutego 2008
Olbrzymie Góry z widokami nayznakomitszemi

Fragment przewodnika wydanego w polskim tłumaczeniu w 1827 r

Olbrzymie Góry z widokami nayznakomitszemi, porządkiem po sobie idącemi, w dwudziestu dwóch rycinach wystawione,

wraz z Mappą,
ułożone przez

Karola Mattisa
w Szmidebergu
a wyłożone na polski język
przez

Ur. J. Kołodziejowskiego

+fragmenty z nielicznymi poprawkami od publikującego,
dokonanymi ku polepszenia czytelności+

Wszystkie kraje górzyste, mają swoje własności tak co do klimatu, jako też co do składu natury, a mieszkańcy ich, tak w ubiorach, jako też w obyczajach, nadzwyczajnie różnią się od zamieszkałych doliny. Podobnie, jak mieszkańcy gór Tyrolu i Szwajcaryi, tak tutejsi, swoje szczególne mają, zwyczaje, obyczaje, sposoby życia i zatrudnienie; co wszystko wędrownikowi liczną udzieli materią do rozmaitych uwag. Nawet budowa domków górzystych, zupełnie się różni od tych, które na równiach są wystawione; albowiem mieszkańcy przy ich wystawieniu, więcej mają na względzie wewnętrzne, do wygody służące rozporządzenie, niżeli zewnętrzną ozdobę; ile, że zimową porą, zbyt wielkie śniegi, domy ich prawie pod same strzechy zasypują. Domy z blochów pobudowane, w wysokie dachy szkudłami pobite opatrzone, wszystkie są na jedną formę stawiane; w nich znajduje się wszystko, co do gospodarstwa górzystego należy, jako to: izba mieszkalna, komory, obory, schowania do mleka, siana i. t. d. wszystko, to, znajduje się pod jednym dachem. Domy te, nazywają się w ogóle Baudy; niektóre z nich pojedynczo są wystawione po górach, a większa część składa wioski. Kiedy wiele śniegu upadnie, a domy ich kilka miesięcy nim są okryte, w ten czas mieszkańcy mało co z sobą przestawają; albowiem dla domowego zatrudnienia, mało mają czasu odległych odwiedzenia sąsiadów, a jeżeli się dzieje zimową porą, wtedy używają - tak nazwane - obręcze śnieżne: są to małe zwyczajne obręcze 10 cali w przemiarze trzymające, takowe poprzeplatają w kształcie siatki sznurkami, a utwierdziwszy ie pod butami, z przybranym kijem do podpierania, na powierzchni śniegu bezpiecznie postępują; albowiem znaczny obwód obręczy, zabezpiecza idącego od zagrzęźnienia w zaspach śniegu. Mają, takźe tę przezorność, iż dla niechybienia ścieżków, zatykami o 50 kroków od siebie odległych, one oznaczają, które w czasie zawiejów i mgłów, idącym za drogowskazy służą. Hodowanie bydła jest u nich najpryncypalniejszą gałęzią przemysłu i dobrego mienia; a że im na tłustej paszy, po większej części z zielnej trawy nie zbywa, znaczną ilość krów i kozów chowają. Pospolicie rachują, iż w 2600 domach gór Czech i Śląska, mieści się około 20.000 krów, 8 do 10.000 kóz. Niektórzy mieszkańcy owych Baudów, zniewoleni są w góry na odległe pastwiska bydło swoje na całe lato wypędzić, gdzie dla niego wystawione mają szopy, i takowe dopiero po 14 lub 16 tygodniach do domów przypędzają, co pospolicie w końcu Września dzieje się. Pierwsze wypędzenie bydła na latowe pastwisko, poczyna się w dzień św. Jana, i jest u mieszkańców wielką uroczystością. Sąsiad odwiedza sąsiada, pospolicie częstują się setami szczególnej formy i dzień ten wesołą biesiadą uświetniają. Zwykle, wychodzi trzoda z rana o 6 i wraca się o 7 godzinie wieczorem z pastwiska. Na czole trzody idą kozy, a za nimi postępują krowy: a że każde z nich ma dzwonek na szyi zawieszony; przeto rozmaity brzęk, pomieszany rykiem bydła, kóz beczeniem, świstaniem lub wołaniem wesołych pastuchów i hożych pasterek, podziwiający sprawuje widok. Sposób życia, gór mieszkańców jest bardzo jednostajny, mierny, lecz porządny: żywią się po części mlekiem, serem i śniadym chlebem; a na czas przynoszą sobie z okolic dolin kartofle. Mięso bardzo rzadko używają i to tylko w dnie uroczyste: piwa, wódek wcale nie piją , a przynajmniej bardzo rzadko. Ochędóstwo cechuje ich wrodzoną właściwość, dlatego każdy przychodzień z prawdziwym ukontentowaniem do poziomych domków wstępuje; albowiem gdzie oko spojrzy, - wszędzie widzieć się daje ochędożność i porządek: naczynia nawet mleczne są biało-szklące, i nigdzie me daje się spostrzegać odrażająca nieschludność ; pomimo że w jednym domu 3 i 4 familie razem się mieszczą. Często się zdarza, że na tych szczytnych górach, pod kurtyną dobrego bytu, naczas ubóstwo się ukrywa, co w naturze rzeczy leży, bo pospolicie bogactwu dojmujące towarzyszy ubóstwo. Potrzeby mieszkańców górzystych są w ogóle bardzo ograniczone, największa część spoczywa na słomie, lub usłanym mechu, tylko majętniejsza klassa używa pościeli. Dzieci ich wyrastają w niewinności rajskiej i chodzą aż do czwartego roku bez koszul. Prócz hodowania bydła, zatrudnia się większa część mieszkańców rąbaniem drzewa, paleniem węgli, najmem, zbieraniem islandzkiego mechu, jagód, korzonków i roślin lekarskich. Opis niniejszy ograniczony na ogóle gór własności, wzbudzi, ciekawość przychodnia do zwrócenia uwagi na szczególne przedmioty; albowiem zawiadomiony o rzeczach ważniejszych, spostrzeże nader wiele innych, o których żadnej nie było wzmianki; oraz niejedną zadziwiającą piękność i wytworność odkryje, która się nie da ani opowiedzieć, ani piórem określić. Zapewnić przy tym każdego można, że trudy podróży po górach olbrzymich podjęte, sowicie wynagrodzone będą, a obrazy przyjemne niektórych miejsc, przeplatane okropnością, staną mu się na zawsze słodkim przypomnieniem, a może postaciami ich, wyobraźnia na zawsze zajętą zostanie.

niedziela, 17 lutego 2008
Fryderyka von Reden

Hrabina Friederike von Reden, zwana Fritze


* 12.5. 1774 w Wolfenbüttel, † 14.5. 1854 w Bukowcu k./ Kowar.

Córka generała von Riedesel zu Eisenbach, przeżyła trudy amerykańskiej Wojny Niepodległościowej (1776-1783), gdy z całą rodziną wyjechała do Ameryki, gdzie jej ojciec dowodził Brunszwickim Kontyngentem armii brytyjskiej. Wraz z ojcem trafiła tam do niewoli. Również po powrocie do Wolfenbüttel jej życie przebiegało burzliwie, jej ojciec aż do śmierci w 1779 r. przebywał częściej w Holandii i Berlinie, niż w domu. Rodzina przeniosła się do Berlina i na Śląsk. Spośród rodzeństwa to Friederike, zwana Fritze, była najbliższa ojcu.

Ów stosunek do ojca jest wyjaśnieniem jej zawartego 9 sierpnia 1802 r. małżeństwa ze starszym o 22 lata Nadzarządcą Górnictwa, a od 1804 r. tajnym ministrem państwowym hrabią Friedrichem Wilhelmen von Reden, którego spotkała uprzednio jesienią 1776 r. w Londynie. Eleonora Księżna Reuss tak oto opisuje owo spotkanie: „W tym czasie młody aspirant górnictwa przebywał w Londynie i, usłyszawszy o niemieckiej generałowej, która wraz z trójką dzieci towarzyszyła mężowi, pośpieszył z generałem von Schlieffenem do Potsmouth, by zaproponować jej swoje usługi. Tam pierwszy raz zobaczył małą, żywą, jasnowłosą „Fritze”, dużo z nią przebywał, sadzał sobie na kolanach i - zachował w pamięci”.

19 marca 1793 r. Friedericke napisała w liście do przyjaciółki: „Tego niezapomnianego dnia ujrzałam go po raz pierwszy, choć przecież przytulał mnie już, gdy byłam trzyletnim dzieckiem w Portsmouth i - jak nieustannie zapewniał - nigdy mnie nie zapomniał (…) Jednak nie przypuszczałam, że już jako dziewiętnastolatka, przebrana za kwiaciarkę, wywrę na nim aż takie wrażenie. Pamiętam jedynie, że gdy poprosił mnie do tańca wyróżnienie to potraktowałam niezbyt przychylnie, a może zbyt poważnie. Nie przypuszczałam, że wywnioskuje z tego, że jest za stary na mojego partnera do tańca, że przerwie taniec i już nigdy więcej nie zatańczy ze mną; że nigdy już nie zapomni tej blondyneczki, z którą zamienił kilka słów, że będzie z nią zawsze, a jego błogosławieństwo będzie jej towarzyszyć od tego dnia (…)”.

I tak 9 sierpnia 1902 r. Friederike von Riedesel poślubiłą w wieku 28 lat pięćdziesięcio- letniego hrabiego Friedricha Wilhelma von Reden i zamieszkała z nim w pałacu Bukowiec. Niezwykle szczęśliwe chociaż bezdzietne małżeństwo przetrwało ledwie trzynaście lat, Friedrich von Reden zmarł 3 lipca 1815 r. W swoim pamiętniku Friederike zanotowała wówczas: „3 lipca Fritze Reden przestała być szczęśliwa i radosna (…). Mój mąż jest teraz w niebie, muszę być dobra i bogobojna jak to tylko możliwe, by również się tam dostać i ujrzeć go ponownie”. Pocieszenie znalazła w swojej głębokiej pietystycznej wierze. Pałac Bukowiec odwiedzany był przez gości o wielkich nazwiskachi wysokiej pozycji: księżnę pruską Mariannę, księżniczkę Radziwiłł, hrabinę Schaffgotsch, parę książęcą von Reuss, hrabiów Bernstorff, marszałka polowego generała von Gneisenau wraz z córką, licznych duchownych i misjonarzy. Do końca swoich dni działała w założonym tuż przed śmiercią przez hrabiego Reden Towarzystwie Biblijnym.

W 1837 r. z jej inicjatywy i dzięki jej staraniom ponad 400 Tyrolczyków, uciekinierów religijnych z austriackiego Zillertal, znalazło nową ojczyznę w Mysłakowicach, nazwanych wówczas Zillerthal. W latach 1842-1844 jej działania doprowadziły do tego, że w Karpaczu Górnym (Brückenberg) stanął zakupiony przez króla Fryderyka Wilhelma IV norweski drewniany kościółek znad fiordu Vang. 29 lipca kościół - w obecności króla został poświęcony na nowym miejscu.

Po jej śmierci Fryderyk Wilhelm ufundował pomnik, stojący do dziś na dziedzińcu koło kościółka Wang.

środa, 13 lutego 2008
Dwumiesięcznik "Karkonosze"

Po raz pierwszy w kolorowej okładce ukazał się numer 6/2007 dwumiesięcznika „Karkonosze”, a w nim między innymi o Szklarskiej Porębie oczami Josefa Karla Eduarda Hosera (1770-1848), lekarza, geografa, etnografa i kolekcjonera dzieł sztuki, autora dzieła pod nazwą (pełną): „Das Riesengebirge in einer Statistischtopographischen und pittoresken Uebersicht mit erläuternden Anmerkungen und einer Anleitung dieses Gebirge auf die zweckmässigste Art zu bereisen ; Mit Kupfern und einer Karte” (Wiedeń 1804 r.) w tłumaczeniu doktora Przemka Wiatera, ponadto tekst o nowo odkrytych malowidłach w Wieży Rycerskiej w Siedlęcinie (Agnieszka Matysiak), o odsłonięciu tablicy ku czci dr. h.c. Seydela w Muzeuk Karkonoskim (Krzysztof Sawicki) oraz o historii i mozolnej odbudowie schroniska na Wysokim Kamieniu autorstwa obecnego (od)budowniczego tego obiektu. Liczne inne notki i teksty - wszystko w niezmienionej cenie 3 złotych polskich.



Ryszard Wagner - 125 rocznica śmierci

«Triste, triste, triste! Vagner è morto!» napisał Giuseppe Verdi 14 lutego 1883 r. w liście do mediolańskiego wydawcy muzycznego Giulio Ricordi. Śmierć Ryszarda Wagnera wstrząsnęła światem muzyki.


Dzień wcześniej, po południu 13 lutego 1883 r. odszedł w wieku 69 lat z tego świata jeden z największych i najbardziej kontrowersyjnych kompozytorów w historii, twórca „Tristana” i „Pierścienia”.
„Ryszard Wagner zrewolucjonizował tradycyjną operę, jego techniki kompozytorskie otwarły przed muzyką wymiar ekspresji“, pisał biograf Wagnera, Walter Hansen. Jest jedynym kompozytorem, dla którego dzieł powstał odrębny festiwal: koneserzy muzyki dosłownie walczę o bilety wstępu na organizowany w Bayereuth przegląd jego muzyki. W nieomal wszystkich wielkich operach tego świata jego dzieła są żelaznym punktem repertuaru. Każda nowa inscenizacja 16-godzinnej tetralogii „Pierścień Nibelungów” - czy to w Berlinie, Nowym Jorku, czy w Bayereuth stanowi dla miłośników opery ważne wydarzenie.
Jego dzieła budzą kontrowersje: gdy w 2001 r. podczas koncertów w Izraelu dyrygent Daniel Barenboim w ramach „bisu” zagrał uwerturę do „Tristana” wybuchł skandal - przez lata nie grano tam utworów Wagnera, antysemity i ulubionego kompozytora nazistów.
Urodzony 22 maja 1823 w Lipsku Wagner bardzo wcześnie postanowił zostać muzykiem. Pierwszymi etapami jego życia był Würzburg, Magdeburg, Królewiec i Ryga, pierwszymi, niezbyt udanymi operami - „Die Feen”, „Das Liebesverbot” i „Rienzi”. W 1836 r poślubił aktorkę Minnę Planer. Trzy lata później uciekł przez wierzycielami z Rygi przez Londyn do Paryża; morska przeprawa natchnęła go rzekomo do napisania „Latającego Holendra” (prapremiera w 1843 r.)
Po pobycie w Paryżu, gdzie zetknął się z ideami Rewolucji Francuskiej, w 1843 r. powrócił do Drezna jako Królewsko-Saksoński kapelmistrz, skomponował „Tannhäuser”, rozpoczął pracę nad „Lohengrin”, jednak w 1849 roku ponownie musiał uciekać z powodu udziału w rozruchach rewolucyjnych, rozesłane zostały za nim listy gończe.
W Zurychu, gdzie osiadł na 11 lat, nawiązał miłosną aferę z żoną swojego mecenasa i dobroczyńczy Otto Wesendocka, piękną i młodą Matyldą. Tu powstała opera „Tristan i Izolda” - w całości będąca dialogiem dwojga kochanków pragnących śmierci. Dopiero po amnestii w 1860 roku mógł ponownie odwiedzić Niemcy.
W latach 60. XIX wieku Wagner znalazł sobie nowego „sponsora“, bawarskiego króla Ludwika II. Z żoną przyjaciela i znanego dyrygenta Hansa von Bülowa wdał się w brzemienny w skutki romans: Cosima von Bülow urodziła mu dwoje dzieci, nim porzuciła męża i przeprowadziła się do Ryszarda do Tribschen koło Lucerny. W 1870 r. wzięli ślub.
Już wówczas Wagner wpadł na pomysł organizacji festiwalu poświęconego własnej muzyce, co udało się dzięki pomocy bawarskiego króla: 22 maja 1872 r. położono kamień węgielny pod budowę koncertowej sali festiwalowej. Pierwszą edycję festiwalu zaszczycił swoją obecnością sam cesarz Wilhelm I.
Antysemickie poglądy Wagnera oraz nazistowskie konotacje jego muzyki zrobiły swoje. Wykonywanie dramatów ulubionego kompozytora Hitlera ("Jego muzyka jest moją religią" - napisał o Wagnerze) wciąż jest zakazane w Izraelu. W PRL-u Wagner nie był mile widziany (ostracyzm kontrolowany). Podobnie było w Związku Radzieckim.

poniedziałek, 11 lutego 2008
Podgórki - Tiefhartmannsdorf

Istnieją dwie hipotezy dotyczące początków wsi. Jedna z zakłada, że powstała ok. połowy XIV w. jako własność rodu von Schaffgotsch rezydującego wtedy w Czernicy i Chojniku.
Według drugiej istnieją poszlaki, że wieś powstała wcześniej, tzn. na przełomie XIII i XIV w. na terenach należących do lubiąskich cystersów.
Pewne jest natomiast, że w XVI w. należała do braci Georga i Heinzego von Elbel, od których w drodze zastawu przeszły w ręce Johanna von Zedlitz z Bystrzycy i Balzera Reder. Ten drugi sprzedał swoją część 25 sierpnia 1597 r. Berhardowi von Zedlitz z Mysłowa.
Podczas wojny trzydziestoletniej Podgórki nadal należały do rodziny von Zedlitz ale już z innej linii, ponieważ Georg Heinrich von Zedlitz zmarł w 1631 r. nie pozostawiwszy spadkobierców. Wieś przejęła wdowa, pani na Bolkowie, ale już w 1635 r. sprzedała ją Kasprowi von Zedlitz z Pilchowic. Ten z kolei przekazał majątek synowi, również Kasprowi.
Posiadłościami cieszył się on przez dziewięć lat, ponieważ podczas wojny 30 - letniej, w 1644 r. został zastrzelony na wieży kościelnej.
W 1662 r. zarządcą dóbr w Podgórkach był cesarski rotmistrz von Sack z Wojcieszowa Średniego. Jeszcze w tym samym roku notowano kolejnego właściciela, a był nim kolejny Kasper von Zedlitz. Gdy w 1693 r. zmarł jego syn Conrad Gottlieb z Lubiechowej, Kaspar przekazał majątek w Podgórkach drugiemu synowi Carlowi Gottliebowi. Tenże od 1742 r. był starostą jeleniogórskim. Ponadto otrzymał od króla herb i tytuł barona von Zedlitz-Neukirch.
On zapewne wybudował w Podgórkach pierwszy pałac. Było to w roku 1728.
Majątek rozwijał się coraz intensywniej. Hodowano bydło węgierskie, ponadto dochody przynosiła praca mieszkańców wsi w należących do dóbr lasach i kamieniołomach.
Kiedy Carl Gottlieb zmarł w 1769 r. wieś przeszła w ręce jego syna Otto Friedricha Conrada barona von Zedlitz und Neukirch.
W 1825 r. Podgórki były jedną z większych wsi w okolicy i jednym z bogatszych majątków ziemskich. Właścicielem był wtedy baron Otto von Zedlitz. W roku 1870 r. z kolei baron von Zedlitz und Neukirch, mistrz ceremonii i okręgowy inspektor policji.
W rok później baron Hugo von Zedlitz und Neukirch sprzedał majątek hrabiemu von Harrach, który w krótkim czasie zabrał się za przebudowę pałacu. Wymieniono wówczas dach mansardowy na płaski z belwederem, a w późniejszych latach powstało boczne skrzydło z galerią nazywaną atelier, jako że hrabia ponoć był niezłym malarzem.
W 1915 r. majątek odziedziczyła córka hrabiego von Harrach, hrabina Elizabeth Vitzthum von Echstädt, a w 1939 r. przejął go jej syn, hrabia Wolfgang von Vitzthum. Ten już w dwa lata później zginął na froncie, a wdowa po nim, Ursula, pod koniec II wojny światowej (w 1944 lub 1945 r.) wyszła ponownie za mąż za hrabiego von Gersdorff. Hrabia nie zdążył już przejąć majątku, jako że nadszedł koniec wojny.

W latach 90 - tych zespół pałacowy został sprzedany i do dzisiejszego dnia pozostaje własnością prywatną.

(za http://wroclaw.hydral.com.pl/316,artykul.html)




Nie może też zabraknąć "panoramki" Karkonoszy z południowych stoków Gór Kaczawskich

I jeszcze: krzyż pokutny z Dziwiszowa


 
1 , 2